środa, 20 maja 2009
Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu. Tak naprawdę niewiele też się wydarzyło.Fitnessu i żadnych innych ćwiczeń nie mogę nadal wykonywać. Takie jest zalecenie mojego lekarza, a to dlatego, że trochę się potłukłem na rolkach, w okolicach kręgosłupa lędźwiowego i ból dosyć mocno mi dokucza. Tak się przyzwyczaiłem do wysiłku, że bardzo mi tego brakuje. Rower jest przygotowany od początku sezonu i nie mogę z niego korzystać. Serce mi się kroi jak codziennie na niego patrzę jak stoi w moim pokoju. Czasem oszukam mojego lekarza i skoczę sobie na basen oraz na rolki. Nie uprawiam tego wyczynowo tylko delikatnie powolutku i bez dużego wysiłku. Oczywiście nic mu o tym nie mówię, bo mógłby się trochę na mnie zezłościć. Od ostatniego ważenia czyli od wygranego zakładu przytyłem jakieś 3 do 3,5 kg i to wszystko stało się w pierwszym tygodniu. Pozwoliłem sobie na wszystkie szaleństwa. Codziennie były na zmianę kebaby, pizza, Mc Donald, kurczaczki, ciastka, słodycze, czekolady, batony itp. Do tego kilka browarków w weekend. Było to świadome ponieważ było to wszystko pod kontrolą. Wiedziałem, że przytyję, ale wiem też że jak będę mógł ćwiczyć to znowu spalę zawartość tłuszczyku i dojdę do wagi do której wyznaczyłem sobie cel czyli jakieś 76 kg. Można powiedzieć, że od 4 tygodni mimo że pozwalam sobie od czasu do czasu na małe łakocie waga jest cały czas utrzymywana na tym samym poziomie czyli 83 – 83,5 kg. Staram się jeść regularnie - to jest bardzo ważne a po łakociach idę na basen. Mimo tego, że ważyłem kiedyś ponad 100 kg, a w ostatnim czasie 80 kg, to po tych 3,5 kg czuję się jakbym przytył jakieś 15 kg. Komuś może się wydawać że 3 i pól kilograma to jest nic, ale dzisiaj mi to przeszkadza. Ważyłem 80 kg i świetnie się czułem. Czekam na zielone światło od mojego doktorka. Myślę, że będzie to niedługo. Naprawdę jest mi tego żal że nie mogę jeździć na rowerze, fitness jest opłacony do czerwca, a od połowy kwietnia nie mogę ćwiczyć. Mam nadzieję, że jest to kwestia jeszcze ok. 2 tygodni. W przyszłym tygodni szykuję się wielka impreza do spożycia wygranej z zakładu. Szczegóły oczywiście opiszę po imprezce
wtorek, 28 kwietnia 2009
Huraaaaaaaa !!! zakład wygrany !!!
w ubiegłą sobotę było ważenie i rozstrzygnięcie zakładu o to że schudnę w ciągu roku 22 kg czyli osiągnę poziom mniej niż 80 kg. Tak tez się stało. Było ważenie komisyjne. Niestety, ale dla mojego kolegi, szalka na wadze pokazała 79.700 kg. Ważyłem się w ubraniu. Waga netto to 78,5 kg. Zakład był o 12 500 kalorii czyli 5 L Finlandii. Całe szczęście nie będę tego sam spożywał. Podzielę się z tymi którzy mi kibicowali przez cały rok abym mógł schudnąć.
Moja waga była ostatnio na pograniczu 80 i wydawałoby się że do końca nie ma pewności czy wygram czy przegram. Ja lubię ryzyko. Tydzień przed rozstrzygnięciem zakładu byłem na 2 dniowym weselu. (Co za wspaniała impreza). Wiele osób mi mówiło nie idź, nie jedz, po weselu podłączymy cię pod kroplówkę, albo najlepsze było to żeby mnie ktoś zaraził jelitówką, no z tego to nieźle się ubawiłem. Było tez wiele, wiele innych propozycji których nie byłem w stanie zapamiętać. Na wesel poszedłem z wagą 79 kg tak było w piątek. W sobotę trafiła mi się mała impreza, w niedziele poszedłem na wesele a w poniedziałek były poprawiny. Wiele osób się obawiało. Na czas imprez zawiesiłem całkowicie dietę. Jadłem to co podawali, piłem również jak polewali. Jak to na weselu hihihihihi. Ale ale żeby nie było zabrałem ze sobą strój sportowy po to aby rano to wszystko spalić. Taki miałem zamiar, Okazało się jednak inaczej. W drugi dzień poprawin był śmigus dyngus. Zamiast biegać po lesie laliśmy się wodą. Zabawy było co niemiara. Byliśmy wszyscy przemoczeni. Dawno tak się nie uśmiałem JJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ Mimo że dieta była zawieszona to nie zapomniałem przez te dwa ni o ruchu tańczyłem ile się dało. Od pierwszego tańca do ostatniego. Praktycznie w ogóle nie schodziłem z parkietu, no może z małymi przerwami na posiłek i krótkie pogaduchy z rodziną. Można powiedzieć przetańczyłem całe dwa dni i okazało się że przytyłem tylko 1 kg. We wtorek waga pokazywała 80 kg. Były obawy ze mogę przegrać. Cały tydzień był bardzo surowy. I opłacało się, parę stówek mniej w kieszeni oczywiście u kolegi.
Teraz ustalamy termin następnej imprezy aby to wszystko spożyć a później spalić. I tak w kółko od imprezy do fitnessu J . Teraz chwilowo mam całkowity zakaz wykonywania ćwiczeń. Mam potłuczone lędźwie od upadku i lekarz prosił o minimum 3 do 4 tygodni bez jakiegokolwiek sportu. Muszę powiedzieć że bardzo źle się z tym czuję i bardzo mi tego brakuję. Nawet jestem o to trochę wściekły. Rolki stoją na przedpokoju, rower w pokoju. Pogoda za oknem wymarzona aby wyskoczyć do parku. Codziennie patrzę i żal mi że nie mogę z tego korzystać. Tak uwielbiam SPORT i RUCH że teraz czuję się od tego uzależniony, ale to bardzo dobre uzależnienie i jedyne zalecane. Na razie mi pozostaje tylko utrzymywanie lekkich posiłków.
piątek, 17 kwietnia 2009
kilka słów do wszystkich grubasów. Wiele osób mnie pyta jak schudnąć i jak to się stało że tyle schudłem i tak szybko.Muszę powiedzieć że owszem schudłem, ale nie szybko bo w 360 dni i ciężką pracą.  Każdy kto mnie pyta ,powtarzam wszystkim że podstawą od której trzeba zacząć to nastawienie psychiczne, ustalić sobie cel i motywację później udać się do lekarza zrobić sobie badania (tutaj bardzo polecam Panią Profesor Barbarę Zachorską Markiewcz która pracuję w katowickiej przychodni WAGA. Ona również z wami porozmawia i wytłumaczy dokładnie jak dobrze i zdrowo się odżywiać) Następnym krokiem to przede wszystkim zapanować nad jedzeniem. Ograniczyć wszystkie fast foody i jeść regularnie co 3-4 godziny i pierwszy posiłek do 2 h od momentu przebudzenia się. Nie mówię żeby całkowicie się katować i żeby czasem nie skoczyć na kebab czy pizzę, tylko pamiętaj zrób to w porze obiadowej i zamiast obiadu !!!!!!!!!!!!! a wieczorem idź na basen to spalić. !!!!!!!!!!!!! Należy też jeść mniej więcej to samo co inni domownicy. Żadnych specjalnych diet. Oczywiście ograniczyć sosy i tłuste potrawy. Spożywać dużo warzyw i pić dużo wody. Więcej na ten temat ustalcie to sobie z lekarzem. Ostatnim krokiem to jedna z przyjemniejszych rzeczy czyli wysiłek na basenie, siłowni czy fitnesie. Teraz nie wyobrażam sobie tygodnia bez wizyty na basenie czy fitnesie. Kiedyś bym ten czas spędził pewnie przy lodówce albo na kanapie. Na fitness również chodzę regularnie 3 razy w tygodniu. Ostatnio jak miałem przerwę z powodu choroby i bólu mięśni po rolkach to nie mogłem się doczekać kiedy znowu pojadę potrenować. Dzisiaj ważę 22 kg mniej i czuję świetnie. Chcę zrzucić jeszcze jakieś 5 kg max to mi pozwoli nosić rozmiar M i być w prawidłowej swojej wadze. W obecny roku zamierzam trochę popracować nad sylwetką i utrzymywać cały czas swoją wagę.
piątek, 10 kwietnia 2009
Piątek 10 kwiecień Ojejku jejku, długo nic nie pisałem. W sumie to niewiele się wydarzyło J Dwa tygodnie temu dostałem nowy zestaw ćwiczeń ułożony przez trenera na fitnesie po których się nie mogłem ruszać a co dopiero stukać w klawiaturkę. Było ciężko, mimo że już od listopada chodzę na fitnes to po tych ćwiczeniach miałem wielkie zakwasy. Jak już mięśnie zaczęły normalnie funkcjonować to wybrałem się na rolki które niedawno zakupiłem. (Polecam wszystkim sklep w mikołowie. Nie dość że wybór bardzo duży to do tego jest niesamowita obsługa. Potrafią doradzić tak że każdy klient na pewno wyjdzie zadowolony. Po prostu jednym słowem SUPERRRRR) Rolki oczywiście porządne z firmy K2. Naprawdę jak mało co polecam, to ten sklep każdemu w ciemno.)
dobra wracam do tematu... Wybrałem się w ubiegłą niedzielę Palmową zaraz z rana do parku na chwilkę pojeździć  Jeździłem dosłownie może z 40 minut, było czadersko, ale tylko do wieczora. Rano w poniedziałek jak wstałem, w ogóle jak można to nazwać wstaniem. Zlazłem z łóżka i ledwie się doczołgałem do kuchni. Takiego bólu naprawdę dawno nie czułem. Dobrze że moja córka w poniedziałek zachorowała i mogłem wziąć jeden dzień urlopu bo nie wiem jakbym wytrzymał. Cały dzień przeleżałem w łóżku. Do tego, jakby tego było mało to zaraziłem się i zachorowałem. Następny tydzień z głowy. Wczoraj poczułem się już na tyle lepiej że mogłem wyskoczyć na siłownię. Dałem takiego czadu że na koszulce nie było suchego miejsca. Był to nadmiar energii z całego tygodnia. Dzisiaj się już czuję świetnie i gotowy do nadrabiania zaległości.
sobota, 21 marca 2009
sobota wieczór Jestem wykończony po fitnesie, ale może zacznę od początku.Jestem już od 10 miesięcy na diecie ale nigdy się nie katowałem z jedzeniem. Odchudzanie ma być czystą przyjemnością i dla mnie tak jest. Wprawdzie schudłem ok 19 kg, to od czasu do czasu pozwalam sobie na małe szaleństwa J I tym razem tak się stało W piątek mieliśmy po pracy dosyć dużą imprezę. Kolega dostał awans i odchodził do Białegostoku w związku tym zorganizował na tą cześć pożegnalną imprezę. Generalnie staram się chodzić na wszystkie imprezy, ale w tym miesiącu odpuszczam wszystkie do 18 kwietnia kiedy to się rozstrzygnie mój zakład z moim kolegą (przypominam że zakład był o to że schudnę w ciągu roku 22 kg) W pracy wszyscy mi kibicują, bo zostało niedużo jakieś 3,5 kg, a tak naprawdę mniej, bo zawsze się ważę w butach i jeansach. Wiec może zostało jakieś 2kg huraaaaaaaaaa. Dobra piszę dalej co na tej imprezie J Kiedy się dowiedziałem, że impreza będzie na kręgielni to się ucieszyłem, bo przecież w końcu to sport. Od początku wiedziałem, że nie będę pił alkoholu więc było wszystko OK. W ciągu dnia poprzesuwałem posiłki tak, żeby ostatni zjeść OK. 17.30. Przyszedł moment wręczania prezentów przez nasz wszystkich wcześniej rzecz jasna przygotowanych, a potem, no właśnie potem pojawiła się zamówiona przez kolegę LASAGNIA mnóstwo LASAGNI, była niesamowicie pyszna, nawet teraz jak to piszę to mi ślina cieknie. Skoro jestem na imprezie i nie piję to mówię zjem, jutro to spalę na siłowni hiiihhihihhi. Zjadłem 3 porcje. Była naprawdę niesamowicie pyszna. Przy pierwszej porcji nikt mi nic nie mówił. Drugą porcję jadłem ukradkiem tak, żeby nikt nie widział. Schowałem się między stolikami i delikatnie wsuwałem druga porcją przepysznej lasagni, ktoś dostrzegł i nagłos krzyknął, że jem drugi talerz. Z drugiego końca sali dobiegał krzyk "zabierzcie mu to żarcie" Wszyscy mi mówili Kosa przestań jesteś na diecie. Co ty robisz. Hihihiih było kupę śmiechu, bo mówiłem wszystkim, że mam info od mojego lekarza, że to jest danie niskokaloryczne. Oczywiście nikt nie uwierzył potem mówiłem wszystkim, żeby się nie przejmowali, bo spalę to wszystko jutro na fitniesie. Ale ponieważ ta lasagnie była tak fantastyczna, postanowiłem nałożyć sobie trzecią porcją. Byłem objedzony na maksa. Nie mogłem się ruszać. Potem wszyscy poszli na dyskotekę a ja grzecznie pojechałem do spać.
 W sobotę z rana zaraz po śniadanku zrobiłem szybkie sprzątanie mieszkania, a moja żona zajęła się przymiarką sukienek na wesele, bo właśnie za miesiąc szykuję się nam wesele dwu dniowe J no to mówię też przymierzę swój garnitur. Przypuszczałem że może być trochę za duży bo wszystkie ubrania są już za duże, ale nie aż tyle. Jedynym minusem odchudzania jest to, że teraz trzeba będzie wydać trochę kasy na spodnie, koszule, t-shierty, spodenki itd.Marynarka trochę duża, ale jakoś ujdzie w tłoku natomiast spodnie nie do przyjęcia. Założyłem, zapiąłem i mi spadły z tyłka do kostek. Dostałem lekkiego szoku. Ubieram drugie spodnie do garnituru to samo !!!!!!!!!!!. Szybko się przebrałem i pojechałem do znajomej, która jest krawcową. Powiedziała mi, że marynarki nie będzie przerabiać bo straci fason i że nie jest tak źle, ale spodnie do całkowitej przeróbki. Poprosiłem o przerobienie dwóch par. W środę ma jechać do przymiarki. Uff jedno załatwione teraz drugie. Obiecałem sobie, że spalę to wszystko co wczoraj zjadłem. Więc w ciągu dnia pozałatwiałem wszystkie swoje sprawy a wieczorkiem pojechałem do Gymnasionu. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Rozgrzewka była dłuższa niż zawsze o 15 minut. Później standardowy zestaw ćwiczeń przygotowanych przez mojego trenera no i potem czas wolny. Czas wolny tzn. urządzenia na kardio. Zawsze na zakończenie ćwiczę ok. 30 minut, tym razem było to dłużej o jakąś godzinkę. Myślę że spaliłem to wszystko. Z siłowni wyszedłem ostatni, teraz siedzę przed kompem i kończę pisać swojego bloga. Marzę o tym, żeby się jak najszybciej położyć do łóżka. Jestem padnięty.
środa, 18 marca 2009
Środa 18 marzecCzas leci nieubłagalnie, szybko jak moja waga.Przeleciało dwa tygodnie i 2 kg mniej. Wszystko idzie zgodnie z planem. W poniedziałek byłem na wizycie u Pani Profesor Zahorskiej –Markiewicz kapitalna kobieta. Otrzymałem ciekawe informację na temat zdrowego odżywiania się. Pani Profesor poinformowała mnie również że to co jem aktualnie albo ile i jak, będę musiał stosować już dożywotnio, tzn kontrola nad jedzeniem i wagą mojego ciała. Jak przesadzę na imprezie czy na grillu w letni wieczór to trzeba będzie to spalić następnego dnia. Inaczej tłuszczyk się odłoży. Wyniki badań które zrobiłem w ubiegłym tygodniu są bardzo dobre: Cholesterol całkowity 204 (norma 140-200)HDL – 50 (norma 30-75)LDL - 134 (norma 35-135)Trójglicerydy – 103 (norma 35-165) Kwas moczowy 3,9 (norma 3,4-7,7)Glukoza we krwi - 90 (norma 70-110)ALAT – 21 (norma 0-49)TSH – 1,166 (norma 0,26-4,7) Aktualna waga 84 kg wzrost 175 cm Ostatnie dwa tygodnie trzymałem się dzielnie z moją dietą, do czasu kiedy to... W sobotę odbywało się urodzinowe przyjęcie mojej córki w pizzerii. Dla wszystkich dzieciaków była oczywiście pizza jak dla dorosłych. Wcześniej był podany tort którego nie skosztowałem, później była pizza miałem zamiar jej nie jeść ale okazało się że dzisiaj nie ma obiadu i chcąc nie chcąc zjadłem 2 średnie kawałki żeby nie przesadzić było to w ramach obiadu. Później były urodziny u mamy gdzie również trzymałem fason. W niedziele od rana wszyscy domownicy jedli co chwila urodzinowe batony, czekoladki, cukierki, ciastka ciasteczka, wafelki. Wytrzymałem do obiadu. Kiedy to oznajmiłem że kto pierwszy zje ten otrzyma nagrodę J Nagrodą oczywiście były te wszystkie czekoladki na które patrzyłem przez cały dzień. Noooooooooo jak dorwałem tą reklamówkę to nie wiedziałem kiedy skończę. Wiedziałem że to co zjem spalę na fitnesie. Niestety nie udało się, poszedłem na siłownie za późno. Zapomniałem że to niedziela i że godziny otwarcia są krótsze niż w tygodniu. Starty nadrobiłem w tygodniu.
czwartek, 05 marca 2009
Nowy tydzień nowe wyzwania
Nadszedł czas na specjalistów. Firma w której pracuję zaproponowała mi wszystko, czyli profesjonalnego lekarza, dietetyka i fitness. Badania zrobione, dieta ustalona, fitness z trenerem również. Na początku nie mogłem się tego wszystkiego doczekać. Jak zobaczyłem ustaloną dietę to włosy na głowię mi się zjeżyły. Od razu sobie pomyślałem, kiedy ja na to znajdę czas. Żeby to wszystko kupić, na cały tydzień, musiałbym cały dzień spędzić w supermarkecie, a do tego mieć również osobistego kucharza w pracy. Wiec z dietą to jest tak że, troszku oszukiwałem, a troszku się stosowałem. Powiedzmy było pół na pół. Na kolejny tydzień trochę trzeba będzie pozmieniać. Na fitnesie jest lepiej niż przypuszczałem. Trenerzy są kapitalni, gorzej z moimi mięśniami. Treningi mam ustawione na spalanie tkanki tłuszczowej brzucha. Możecie sobie wyobrazić, co czują moje mięśnie po dwóch treningach, które były przez moje lenistwo odłożone na półkę. Teraz mam takie zakwasy, że mam problem z wstawaniem z łóżka, nie mówiąc o tym jak idę na siłownie. No muszę się przyznać również do dwóch wielkich grzechów hihihiihih. W sobotę była imprezka i o ile z jedzeniem było OK., nawet się pilnowałem to gorzej było z browarkiem J no i niedzielny obiad u mamy – nie muszę mówić więcej.. Drugi grzech to dzisiaj. Kiedy wszedłem po pracy do mieszkania unosił się przepiękny zapach pieczonych ciasteczek. Pachniało wspaniale. Nie jestem łasuchem i zazwyczaj nie jem słodyczy, ba nawet mogą dla mnie nie istnieć. Ale tennnnnnnn zapach był naprawdę cudowny. Ciastka były pieczone na 6 urodziny mojej córki. Ponieważ Natalka pomagała mamie w pieczeniu to obowiązkowo musiałem się poczęstować, na talerzyku miałem naszykowane 3 sztuki, Nie mogłem córce odmówić ponieważ bardzo się napracowała. No i stało się. Ciastka były tak przepyszne, że chyba zjadłem ich z 30 albo może i więcej. Żeby nie zjeść wszystkich i żeby coś zostało dla gości na sobotę to poprosiłem żeby je spakować i schować, bo albo trzeba będzie piec od nowa albo goście będą jedli ze sklepu. J
czwartek, 26 lutego 2009
grubasy odwagi !!!
… zaczęło się to jakieś 5 lat temu. Kiedy stwierdziłem ze jestem gruby i postanowiłem cos z tym zrobić. A może nie mogłem słuchać mojej mamy która wiecznie mi powtarzała żebym coś z sobą zrobił że taki młody chłopak jestem i taki gruby. Tata też mi powtarzał że on w moim wieku to był szczuplutki jak szczypiorek. W każdym bądź razie po krótkiej rozmowie z moją Małgosią która mi wyznała że zawsze chciała mieć faceta bez brzucha, poszedłem do lekarza rodzinnego po poradę. ważyłem wtedy jakieś 96 kg. Nie pamiętam już tamtej rozmowy, ale wiem ze rozmawialiśmy na temat odchudzania.(pamiętam że chciałem tabletki na odchudzani i tu zamiast tabletek dostałem ochrzan, że podstawą do odchudzania nie są tabletki tylko zdrowe odżywianie się) Lekarz mi coś opowiadał a ja chyba udawałem ze wszystko wiem. Pamiętam ze zrobiłem badania krwi, wyniki były dobre. Miałem cel żeby się odchudzić i to dość sporo. Mało jadłem i zacząłem poranne bieganie. Niestety okazało się po krótkim czasie że zaczęły mnie boleć kolana. Po prostu byłem za gruby i organizm tego nie wytrzymywał. No nic jadłem, pieczywo wasa, którego nie lubiłem, ciągle chudziutkie mięso i do tego gotowane. Dieta na całego. Generalnie było mi ciężko z dwóch powodów. Po pierwsze byłem wiecznie głodny, a po drugie widziałem pełno ludzi jedzących moje przepyszne jedzonko czyli hot-dogi, kebaby i hamburgery. Pragnienie było ogromne. Ale skoro postanowiłem się odchudzić powiedziałem sobie musze być twardy. Mijały dni, tygodnie, z dnia na dzień czułem się coraz lepiej. Byłem szczuplejszy – ile schudłem i w jakim czasie tego dokładnie nie pamiętam w każdym bądź razie moja waga zbliżyła się w granicy 86 kg, może to trwało z rok. Było super. Odwiedzałem lekarza co jakiś czas, w sumie to nie wiem po co, bo mówił mi o BMI i innych wskaźnikach, o których niewiele wiedziałem, a udawałem że wszystko wiem. Wiedziałem tylko tyle, że musze schudnąć i to powoli. Kiedy organizm zaczął wyhamowywać i waga praktycznie się nie zmieniała, wtedy było już gorzej, a do tego zbliżały się wakacje i robiły się dni coraz cieplejsze, wtedy piwko smakuje najlepiej. A że moja córeczka była wtedy mała to jeździłem z nią na działkę do rodziców co weekend, razem ze szwagrem. Spotykaliśmy się tam w każdy piątek po pracy po to, żeby dzieci były na świeżym powietrzu i mogły wypoczywać. A że okazało się, że mamy ze szwagierkiem wspólne zainteresowania i naszą pasją jest fotografia, to dużo czasu spędzaliśmy na rozmowach i wymianie poglądów ( opinii) na w/w temat. I wszystko było by ok. gdyby nie to, że na działce zawsze zostawaliśmy do niedzieli, a przy okazji było dużo grillowania i dobrego zmrożonego piwka. Uff jak sobie przypominam, to już się nie mogę doczekać letnich weekendów. No i wtedy od naszych spotkań, czyli od długiego weekendu majowego to się zaczęło. Spotykaliśmy się co tydzień i co tydzień imprezowaliśmy. Nasze kochane żony i dziadkowie zajmowali się dzieciakami, a my fotografią, grillowaniem i mrożonym piwkiem.
W weekendy było obżarstwo, a w tygodniu dieta, później już było obżarstwo w weekendy i podjadanie w tygodniu + oczywiście wszystkim opowiadałem ze jestem na diecie. Dziwna dieta jak waga szła do góry. Wszyscy się pytali co to za dieta, że nie idzie w dół tylko w górę. A ja wszystkim odpowiadałem, że wszystko jest pod kontrolą. Teraz wiem, że oszukiwałem tylko siebie. Na efekt nie trzeba było czekać długo. Do końca lata waga była taka sama jak ta którą miałem przed rokiem, znowu 96 kg . Przyszła jesień, zima, znowu wiosna, lato i tak jak zmieniały się poru roku, moja waga również się zmieniała. Stołowałem się na mieście, jadłem dużo hot dogów, kebabów i oczywiście kanapeczki w KFC i MC DONALD, aż waga doszła do 102kg. Im więcej jadłem, tym bardziej byłem głodny i bardziej mi się chciało jeść. Im więcej się nie ruszałem, tym więcej chciało mi się leżeć i odpoczywać. Tak niestety było i do tego bolał mnie kręgosłup, aaaaaaaa moja mama nie dawała mi spokoju, cały czas mi dogadywała co ja z sobą robię. Trochę było kłótni, ale cóż w końcu to mama. Jak stałem nago przed lustrem w domu wydawało mi się, że nie jestem taki gruby. Nie wmawiałem sobie że jestem szczuplutki jak kalafiorek, ale też nie widziałem tego, że byłem grubasem. Dopiero jak poszedłem do sklepu kupić ubrania, to jak stanąłem przed lustrem w przymierzalni, które niby wyszczupla, wtedy dopiero dotarło do mnie jaki jestem gruby. Za każdym razem kiedy trafiałem do sklepu i coś kupowałem, zawsze sobie obiecywałem, że od następnego dnia będę się odchudzał, no i na tym się kończyło. Aaa jeszcze byłem gruby, jak się oglądałem na zdjęciach, ale ponieważ to ja głownie fotografowałem, to zdjęć za dużo nie miałem, wiec tym samym nie widziałem problemu. Według mnie było OK., po prostu się akceptowałem. Odchudzałem się od każdego poniedziałku albo po każdej imprezie, gdzie było wielkie obżarstwo i na planowaniu się tylko kończyło. Aż do momentu, kiedy to w zeszłym roku byłem na jednej imprezie i założyłem się o 5 litrów Finlandii, że w rok, schudnę 22 kg. Nie ma jak motywacja finansowa. Zakład to zakład, rzecz święta, mimo że, oboje byliśmy w stanie wskazującym. Moi przyjaciele z pracy mi mówili, żebym kupował butelkę pół litrową co miesiąc to będzie taniej. Chyba we mnie nie wierzyli, ale im więcej mi tak mówili, tym większą miałem motywację. To było w ubiegłym roku 2008, w połowie kwietnia. Po powrocie nabrałem dużo energii i wigoru. Od razu skoczyłem jak za ostatnim razem do lekarza zrobić sobie badania i po jakieś porady. Tym razem bardziej się przygotowałem i poczytałem trochę informacji w internecie na temat odchudzania. I znowu mój lekarz mnie zaskoczył. Na pierwszej wizycie zadał mi pytanie co jest najważniejszego w odchudzaniu. Wiec ja mu odpowiadałem wszystko co wiedziałem na temat zdrowego jedzenia. A on na to, że SPORT. Wytłuściłem ten wyraz, bo teraz wiem jakie to jest ważne. Oczywiście, dieta też, ale bez sportu pewnie było by to samo co ostatnim razem, czyli wiecznie byłbym głodny itd.Lekarz mi powiedział, ze mogę jeść wszystko ale żebym dziennie jadł ok. 1200 kcal, pił dużo wody mineralnej i poszedł na basen i trochę poćwiczył. Tak też uczyniłem, żadnej diety. Jem wszystko w rozsądnych ilościach i w miarę regularnie. Pierwsze śniadanie ok. 7.00 zazwyczaj jem 3 do 4 kromek pieczywa wasa, z tym co pozostali domownicy i z tym co znajduję w lodówce, czyli ser żółty, salami, pasztet jajka, pomidory ,rzodkiewka itd. Niestety chleb i bułki odrzuciłem z racji tego, że miałem wzdęcia. A to było bardzo uciążliwe. Potem drugie śniadanie ok. 10.00 zazwyczaj były to jakieś owoce typu jabłka, banany lub po prostu dwa jogurty owocowe w sumie 250g. Potem obiad koło 14.00, na który jadłem to samo co inni domownicy, tyle że zamiast ziemniaków przerzuciłem się na ryż. Ziemniaki jem rzadko, tak samo jak chleb ze względu na wzdęcia. No czasem z kefirkiem zjem. No i oczywiście kolacja kolo 18.00 tez 4 kromki z pieczywem wasa. Staram się, żeby to był ostatni posiłek. No i w między czasie pije dużo wody mineralnej niegazowanej. Na początku chodziłem tylko na basen. Od zakładu do wakacji schudłem jakieś 9kg i ważyłem 93k, potem przez wakacje przytyłem 3-4 kg ze względu na dobrze schłodzone piwka. Było go oczywiście dużo mniej niż w poprzednich sezonach J, w październiku zapisałem się na fitness i do dzisiaj schudłem w sumie 15kg. Dzięki temu, że dużo ćwiczę i jem wszystko w rozsądnych ilościach i o stałych porach nie jestem już tak głodny jak kiedyś. A co za tym idzie, nie myślę cały czas o jedzeniu jak kiedyś. Oczywiście jak mam ochotę na kebab czy hamburgera to nie katuje się tylko idę i jem. Jedyna różnica jest tak, że jem go w porze obiadowej, zamiast obiadu, a potem idę go spalić na basen lub fitness. Oczywiście czasem tam jakieś grzeszki popełniam, typu wieczorna pizza, czy parę kostek czekolady. Ale nie katuję siebie tym, że odmawiam sobie wszystkiego jak za pierwszym razem i przez to nie rzucam się na jedzenie. Zapomniałem dodać że również normalnie imprezuję jem to co jest na stole i pije to co wszyscy J ale nie zapominam na drugi dzień spalić tego wszystkiego.Moja zasada jest taka: jem regularnie i rozsądne ilości, (jem wszystko) pije dużo wody, i przede wszystkim UPRAWIAM SPORT, sukces murowany. Dzisiaj ważę ok. 86 kg i nie dbam o to czy wygram zakład. Chociaż przyznam szczerze, że moi koledzy z pracy bardzo mi kibicują. To do połowy kwietnia jest jeszcze trochę czasu, wiec...Tak jak mówiłem, nie zależy już mi tak bardzo na wygranej, ale na tym by dojść do swojej prawidłowej wagi ( ok-76 kg) przy wzroście 174cm. i oczywiście utrzymać ją. Na pewno to co postanowiłem w tym roku to zrezygnować z dobrze schłodzonego browarka i grilowanych kiełbasek, na rzecz dobrego whisky soute i grilowanej zdrowej rybki bez panierki. Teraz będę opisywał więcej szczegółów i różnych grzechów, które popełniam przez cały tydzień, ale również o tym co i jak ćwiczę oraz jak spada moja waga. W przyszłym tygodniu idę na badania, więc poznacie moje wyniki i cały sposób odżywiania się.
|
|